– Radu Jude, jeden z najbardziej oryginalnych autorów współczesnego kina, dowodzi, że wciąż znajduje się w świetnej formie – mówi Czerkawski. – Tym razem reżyser wyjechał na gościnne występy do Francji, ale bynajmniej nie zachowywał się tam jak naiwny turysta. Zamiast tego pomysłowo obraził lokalne świętości (Obelix!) i wyśmiał hipokryzję francuskich burżujów, ale też całkiem przejmująco opowiedział o emigranckich niedolach i trudnych do złagodzenia napięciach między Wschodem a Zachodem.