Góra Ararat w Armienii od pokoleń inspiruje artystów – malarzy, poetów, kompozytorów. Dziś wyruszamy w muzyczną podróż po ormiańskim krajobrazie – przez góry, nad jeziora, po skałach, pod słońcem, które ogrzewa ziemię. Poprzez dźwięki zrodzone z tej ziemi słyszymy, jak geografia staje się melodią, a duch miejsca trwa w sztuce. Sala koncertowa staje się dziś oknem do Armenii – kraju, gdzie natura i muzyka od zawsze mówiły tym samym językiem.
Wykonawcy:
- Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej
- Alexandr Iradyan – dyrygent
- Aleksander Kobus – trąbka
Podczas koncertu odbędzie się część uroczysta obchodów Jubileuszowych instytucji.
Program:
Alexander Harutyunyan – Koncert na trąbkę
Wojciech Kilar – Orawa
Zygmunt Noskowski – Uwertura koncertowa Morskie oko op. 19
Słowo o muzyce: Janusz Ciepliński
Koncert trąbkowy Alexandra Harutyunyana z 1950 roku to kompozycja czerpiąca z dziedzictwa muzycznego ormiańskich minstreli — hay ashughnerów, ale dość, jak na tamte czasy, współczesna. Składa się bowiem z siedmiu segmentów attaca* (klasyczny koncert solowy posiada zaledwie trzy), a język muzyczny można określić jako poszukujący, swobodnie traktujący tonalne okowy. Partia solowa jest efektowna, a to pociąga za sobą trudności techniczne postawione przed wykonawcą. Orawa Wojciecha Kilara – utwór o hipnotycznej sile, oparty na repetycji i narastającym napięciu, który w surowej, rytmicznej formie oddaje energię i pierwotność muzyki Podhala. Program zamyka uwertura koncertowa Morskie Oko Zygmunta Noskowskiego, gdzie kompozytor kieruje uwagę ku Tatrom, malując orkiestrą majestat górskiej przyrody, jej zmienność i poetycki blask.
Przenosimy się o 36 lat w przyszłość — wtedy właśnie Wojciech Kilar napisał poemat symfoniczny, będący czwartym i ostatnim elementem Cyklu tatrzańskiego**: Orawa. Ideą kształtującą ten utwór jest repetytywność. Słuchacze nie zaznają jednak cienia nudy, bowiem powtarzanie to jest bardzo rozwojowe, ewoluujące i emocjonujące, a to sprawia, że nie trudno zostać wessanym w crescendo formalne i napięciowe Orawy. Wypada też wspomnieć o folklorystycznym charakterze materiału muzycznego, który miesza się z oddaną dźwiękami nieprzebraną przestrzenią gór. A ostatni dźwięk utworu… może zaskoczyć. HEJ!
Pozostajemy w anturażu polskich gór… Morskie Oko, ten niezwykły punkt na mapie Polski owiany był — co potwierdzają nawet najwcześniejsze źrodła historyczne — legendami. Jego niesamowity i niepowtarzalny urok były źródłem mitów o rzekomym połączeniu jeziora z Adriatykiem (stąd nazwa akwenu)***. Noskowski widział je jako nastolatek, i kilkanaście lat później, w 1875 roku, napisał uwerturę opatrzoną tym zwięzłym programem:
Morskie Oko, tak zowie się jezioro położone w Tatrach Wysokich około 4000 stóp ponad poziomem morza. Okrągłe w swej formie, otoczone skalnymi ścianami częściowo pokrytymi śniegiem, wywiera na zwiedzającym poważne i dojmujące wrażenie. Ponieważ głębokość jeziora przekracza 100 stóp, woda wydaje się prawie czarna, co jeszcze podkreśla posępny widok. Podczas burzy widok ten jest najwspanialszy, gdyż szum fal i łoskot piorunów potęguje wielokrotne echo. Uroczysty spokój okolicy tylko latem zakłócają dudy juhasa (pasterza) wędrującego ze swą trzodą z jednej łąki na drugą.***
Jak z powyższego cytatu wynika, dzieło jest muzycznym opisem aury jeziora. Tylko tyle i aż tyle… Niczym pełne dramatyzmu malarskie pejzaże tamtej epoki, i ten dźwiękowa impresja krajobrazu Morskiego Oka porywa słuchacza powagą i dostojeństwem, surowym pięknym, ale i niewysłowioną tęsknotą jaką może wyrażać tylko widok gór.