Redakcja: „Hotel Zaświat” to historie w historiach, wielogatunkowość i bezczas. To książka mocno emocjonalna?

Przemysław Borkowski: To rzeczywiście książka mocno emocjonalna, bo sporo w niej elementów autobiograficznych. Co oczywiście nie znaczy, że nie użyłem do jej napisania również intelektu. Gdy zaczynałem nad nią pracować – a zajęło mi to ponad dwa lata - miałem w głowie tylko ogólny zarys fabuły, w trakcie pisania wiele rzeczy pojawiało się samych wywoływanych przez inne rzeczy, które w książce już były. Ale na przykład jej szkatułkowość, owe historie w historiach, była od początku moim zamierzeniem. Podobnie jak bezczasowość. Miałem nadzieję, że w ten sposób świat opisany w „Hotelu Zaświat” zyska na głębi i tajemniczości, a sama książka zbliży się do mojego ulubionego gatunku literackiego – mitu.

Redakcja: Umiejscowił Pan akcję pod Olsztynem, główny bohater wraca, by w zasadzie rozliczyć się z przeszłością. Ile jest Pana w tej powieści?

Przemysław Borkowski: Bardzo dużo, choć gdyby się przyjrzeć dokładniej, to nic się nie zgadza… Bohater wraca do rodzinnej miejscowości, by sprzedać swój dom. Ja mam taki dom, lecz nie zamierzam go sprzedawać. Opisuję w książce dość dokładnie swoją własną rodzinną miejscowość – Dywity pod Olsztynem, lecz umieszczam w niej wydarzenia, które nigdy z historycznych powodów nie mogłyby mieć w nich miejsca. Pisanie jest kłamaniem, lecz aby to kłamstwo było wiarygodne, trzeba do jego stworzenia użyć jak najwięcej prawdziwych elementów. To trochę tak, jak z układaniem mozaiki – bierzemy prawdziwe kamienie, lecz tworzymy z nich nieistniejący w rzeczywistości obraz.

Redakcja: Ważną rolę w „Hotelu Zaświat” pełnią zwierzęta…

Przemysław Borkowski: Cóż… Spędziłem dzieciństwo i młodość w domu nad jeziorem. Z okna miałem widok na księżyc, wodę i las. Przyroda zawsze mnie jakoś szczególnie fascynowała, ten wieczny, nigdy nienudzący się spektakl, który rozgrywa przed naszymi oczami. Mój ojciec jest też myśliwym, chodziłem z nim w młodości na polowania. Widziałem zwierzęta nie tylko na talerzu. Widziałem zwierzęta dzikie, wolne, myślące i będące dla człowieka równoprawnym partnerem. Toczące z nim grę, którą w większości wypadków wygrywały. Dlatego w książce, której akcja rozgrywa się na Warmii – a Warmia to dla mnie przede wszystkim przyroda – takie właśnie zwierzęta musiały się pojawić.

Redakcja: No tak i te zwierzęta też współtworzą ową mozaikę… „Hotel Zaświat” to nie jest Pana pierwsza książka. Kiedy pojawiła się w Panu myśl o pisaniu?

Przemysław Borkowski: Pisać chciałem chyba od zawsze, bo zawsze bardzo lubiłem też czytać. W dzieciństwie i młodości pochłaniałem książki z intensywnością, której dziś sam sobie zazdroszczę. No i w pewnym momencie pojawiła się oczywiście myśl, że ja też bym tak chciał. Że we wszystkich tych książkach, które czytam – mimo że niektóre z nich są naprawdę zachwycające - nie ma czegoś istotnego, czegoś, co tylko ja mógłbym opisać.

Redakcja: A pomysł na „Hotel Zaświat”?

Przemysław Borkowski: A pomysł „Hotelu Zaświat” pojawił się pod prysznicem. Pod prysznicem w ogóle przychodzi mi do głowy wiele pomysłów.

Redakcja: No tak… to może nie wnikajmy… I lekko zmieniając temat – „Hotel Zaświat” to powieść też o klatkach, o wiążących normach i ramach, wciąż zmiennych ale jednak stale będących więzieniem. Sporo w powieści niedopowiedzeń, tajemniczości i gry z czytelnikiem. Jakby nie chciał Pan powiedzieć po prostu co jest dobre a co złe, a raczej wodzić na pokuszenie i sprawdzać?

Przemysław Borkowski: Bardzo wierzę w konieczność jasnego zdefiniowania dobra i zła, lecz mocno też wierzę, że musimy to robić sami, ciągle sprawdzając, czy zastane przez nas normy są prawdziwe. Wiele zła wydarzyło się właśnie przez to, że ludzie uwierzyli, że dobro i zło jest określone raz na zawsze, opisane w kategoriach od – do. Dlatego wierzę, że to Bóg wymyślił relatywizm. Gdyby tak nie było, po co obdarzałby nas również sumieniem? Wystarczyłaby nam szczegółowa instrukcja obsługi, w której jest jasno powiedziane, co można, a czego nie można robić.

Redakcja: Postaci w powieści są w zasadzie typami. Proboszcz, bogacz, policjant – to zlepek jakichś cech czy może połączenie iluś osób, które są bądź były w Pana środowisku, a które budowały w Pana głowie postaci książkowe?

Przemysław Borkowski: Większość bohaterów mojej książki ma swoje realne pierwowzory. Mógłbym je podać z imienia i nazwiska. Co oczywiście nie znaczy, że nie są też, jak Pani powiedziała, pewnymi typami. W moim ulubionym gatunku literackim, czyli w micie, postacie też są typowe. Gdyby się zaś dobrze przyjrzeć prawdziwym ludziom i prawdziwemu życiu, to tę typowość też tam dostrzeżemy.  

Redakcja: Jakie są Pana plany pisarskie na najbliższy czas?

Przemysław Borkowski:  Kończę właśnie pisać kolejną, trzecią powieść. Nosi ona roboczy tytuł „Melodramat” i jest tym właśnie – melodramatem. Dwie kobiety, mężczyzna i pewna tajemnica z przeszłości, która wpłynie na ich losy. Akcja dzieje się tym razem w Warszawie.

Redakcja: Czasem Pan mawia uśmiechając się przy tym, że pisarzem można się nazwać po trzeciej książce – dlaczego?

Przemysław Borkowski: To był oczywiście taki żart. Myślę, że pisarzem zostaje się wtedy, gdy uznają cię za niego czytelnicy. Można napisać więcej niż trzy książki, a pisarzem nie zostać. Tego warunku chyba jeszcze nie spełniam, choć bardzo bym chciał.

Redakcja: A dla Pana, co to znaczy być pisarzem?

Przemysław Borkowski: A co to znaczy dla mnie być pisarzem? To znaczy mieć czas, możliwości i chęci, by codziennie, oprócz weekendów, zasiadać do pisania na co najmniej dwie godziny. To jest drugi warunek i jego też niestety nie spełniam. Chęci mam, ale brakuje mi czasu.

Rozmowę prowadziła Urszula Witkowska

 

CoGdzieKiedy,
Olsztyn,
Warmińsko-Mazurskie
Polska

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Website: www.cogdziekiedy.olsztyn.pl

O Nas

Portal informacyjny miasta Olsztyna. Znajdziesz tutaj informacje o spektaklach, filmach, koncertach, wystawach i wielu innych wydarzeniach odbywających się w naszym mieście.

W zasadzie nie zajmujemy się polityką, ani codziennymi informacjami skandalizującymi. Jednak czasem możemy zrobic odstępstwo od tej reguły.