Ja już za stara na to po nocy latanie. Ciężko mnie chodzić bez te nogie pieruńskie, a i już się nie kce, jak to dawniej bywało. Dość mnie już tych spiekładuchów, tych popaprańców, co z ludzkiej głupoty i złości na nasz padół przychodzo i niecnotę czynio. A bo to już ni ma komu złego odganiać, ludzie tera uczone, w zabobony, jak to gadajo, nie wierzo. Już ino ja jedna została, co się zna na piekielnych sztuczkach. Trza robić, póki sił starczy. Mus je, ino ochoty ni ma. - Słaboniowa znowuż westchnęła.

Ano westchnęła, bo i miała nad czym wzdychać. Jak Capówka pod Chmielowem nie za długa i niekoniecznie szeroka, ale jednak chat parę stoi, tak i Słaboniowa wzrokiem swym sięga nieco za horyzont, o czym wielu mieszkańcom wsi przekonać się było dane.

Bo może i stara, może i zmęczona, ale co jak co, wzrok to Słaboniowa ma dobry. A już oczyska zimne i pysk pociągły na skraju lasu dojrzy zawsze. I w ciemności przyczajoną nad kołyską kikimorę dojrzy. I między słowami wyczyta, co to za spiekładuchy kogo we wsi nawiedziły. A choć stare już kości odmawiają posłuszeństwa, to jak trzeba i zmorę schwyci do butelki i strzydze poradzi.

I umie się Teosia odgryźć wrednie a porządnie, oj umie. Takiej baby to i sam diabeł nie okiełzna. No chyba, że baba sama do diabła przyjdzie. Ale… z tym diabłem to w sumie długa historia, więc lepiej jak przeczytacie sami.

I jeśli mam być szczera, to aż mi słów brak, by opisać debiutancką powieść Łańcuckiej i zazdrość aż łapie za serce, że nie ja takie cuda napisałam, bo jakby mi z duszy wyrwane.

Bo, że opowiedziana historia urzeka, to już wielki atut iwcale nie tak często się zdarza takie dobrodziejstwo dla czytelnika. Ale że tak jest ta historia rozsnuta, by przed oczyma czytających wymalowały się mroźne wieczory, pola wiatrem zawiewane, wiejskie dni i noce, by poczuć ten zgrzyt, kiedy do tamtego świata wdziera się miejski gwar i pośpiech. By zadumać nad zaskakującą (a może też nieco przerażającą) harmoniąowego świata z dziwami i spiekładuchami, które w świecie Teofili Słaboniowej z domu Maciorkowskiejistnieją na prawach równorzędnych z mieszkańcami Capówki.

A ma się Teosia, oj ma, z tymi swoimi krajanami… Wiele się dzieje w pozornie sennej wioseczce gdzieś na styku światów – tego, o którym wiemy i tego, którego istnienia nawet się nie domyślamy. My, którzy już zapomnieliśmy o zmorach, odmiankach, kikimorach, strzygach. Którzy czasem bezradnie rozkładamy ręce, kiedy dziecko choć zdrowe, przewinięte, nakarmione, wytulane drze się wniebogłosy, aż brak mu tchu. Kiedy wybudzić się ze snu nie umiemy, nie możemy się podnieść z posłania, a gdy wreszcie uda nam się wstać, to jakby noc przynosiła zamiast wytchnienia tylko potężne zmęczenie. My, którym mleko kupowane w supermarketach nie zsiada się, a o tym, że krowy mogą przestać być dojne, nigdy nie myślimy wrzucając do koszyka kolejny kartonik.

Więc nic dziwnego, że Słaboniowa tak się zapiera rękoma i nogami (choć coraz częściej odmawiają jej posłuszeństwa), by córka ją zabrała do tego świata, który dla nas jest codziennością, a dla niej groźniejszy jest niż zastępy strzyg.

Jeśli patrząc na „Starą Słaboniową i spiekładuchy” choć przez sekundę ktoś z Was pomyślał: chcę to przeczytać! Niech się nie waha. Czas poświęcony tej książce, to z pewności nie będzie czas stracony i wiele się możemy do starej Słaboniowej nauczyć. Aż strach pomyśleć, jak wiele…

Urszula Witkowska

 

CoGdzieKiedy,
Olsztyn,
Warmińsko-Mazurskie
Polska

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Website: www.cogdziekiedy.olsztyn.pl

O Nas

Portal informacyjny miasta Olsztyna. Znajdziesz tutaj informacje o spektaklach, filmach, koncertach, wystawach i wielu innych wydarzeniach odbywających się w naszym mieście.

W zasadzie nie zajmujemy się polityką, ani codziennymi informacjami skandalizującymi. Jednak czasem możemy zrobic odstępstwo od tej reguły.