Z bijącym sercem zasiadłem piątkowego wieczoru w imponującej swoimi rozmiarami i nowoczesną aranżacją wnętrza sali koncertowej Filharmonii Warmińsko - Mazurskiej. Oto za chwilę miałem ujrzeć – i posłuchać mistrzowskiej gry na fortepianie – Krystiana Tkaczewskiego, owianego legendą polskiego pianisty, który w roku 2007, jako jeden z nielicznych, otrzymał Prawo Stałego Pobytu w USA w prestiżowej kategorii „Za wybitne osiągnięcia artystyczne”. Jest przy tym cenionym popularyzatorem i wykonawcą muzyki Chopina, której podczas piątkowego koncertu naprawdę nie zabrakło.

Publiczność powitała Jagna Perlikiewicz - Kass, oczarowując nas swoją znakomitą prezencją oraz niebanalnym zagajeniem występu znakomitego pianisty. To od niej dowiedzieliśmy się, że zwany za oceanem „Polonijną Gwiazdą Fortepianu” Krystian Tkaczewski od kilku lat odbywa coroczne trasy koncertowe po całym świecie. A równolegle z intensywną działalnością koncertową, obronił niedawno na University of Hardford – High School of Music doktorat z zakresu historii muzyki.

A potem zaczęło się. Mistrzowskie, pełne wirtuozerii entrée i odpłynęliśmy w świat romantycznej muzyki Sergiusza Rachmaninowa. Napisana w 1913 roku i poprawiona - czyli skrócona o ponad połowę – dwadzieścia lat później „II Sonata b-moll op. 36” to dzieło monumentalne, które w tak znakomitym wykonaniu przeniosło nas w świat znany z filmów i literatury. Przed oczami wyobraźni wzruszonego słuchacza przesuwały się obrazy Rosji z przełomu wieków, z ostatnich dziesięcioleci Carskiego Imperium.

Sala Filharmonii Warmińsko - Mazurskiej była pełna. Nowiutki, od dwóch tygodni w Olsztynie, fortepian marki Steinway dumnie stał na swoich pozłacanych kołach a oczarowana publiczność delektowała się jego soczystym brzmieniem. W szczególny sposób podkreślało ono wirtuozerię wykonawcy, o którym - jak czytamy w programie olsztyńskiego koncertu - recenzent „New York Concert Review” Anthony Aibel napisał m.in., że „śpiewa liniami melodycznymi”, a nie odgrywa pojedyncze dźwięki, „jak zwykła to czynić większość pianistów”.

A potem przyszedł czas na muzykę Chopina. Znane od dziecka chyba każdemu Polakowi motywy mazurków zostały odegrane z mistrzowską wirtuozerią, lekkością i wdziękiem. To na pewno kwestia długoletniego, rzetelnego przygotowania wykonawcy, ale także, bez wątpienia, wybitnego talentu. Zapewne tylko niewielu pianistów może pozwolić sobie na tak bezpretensjonalne oczarowywanie publiczności interpretacjami niełatwej przecież do wykonania muzyki naszego narodowego kompozytora.

Jak wspomniała podczas kolejnego antraktu prowadząca ten koncert Jagna Perlikiewicz - Kass, kiedy w 1842 roku Fryderyk Chopin koncertował w Paryżu, recenzujący jego występy francuski krytyk muzyczny zwrócił uwagę na niezwykle oszczędną gestykulację geniusza fortepianu, którą przeciwstawił pełnym przesadnej ruchowej ekspresji, wręcz „wyskoków i wyrzutów rąk”, wykonaniom innych pianistów. Zdaniem francuskiego recenzenta Chopin przede wszystkim „chce mówić do serc, a nie do oczu” swojej publiczności. Podobne wrażenie czyni wirtuozerska gra Tkaczewskiego, który z lekkością i wdziękiem nawiązuje do tej tradycji swojego wielkiego muzycznego protoplasty. Tak więc, chociaż o jego wielkim zaangażowaniu nie mogły zaświadczyć oszczędne ruchy rąk, to można je było odczytać obserwując intensywną „grę całym ciałem” wybitnego pianisty. Tę prawdziwą ucztę muzyczną publiczność nagrodziła rzęsistymi oklaskami, przyjętymi przez mistrza eleganckim ukłonem, uczynionym z dłonią opartą na fortepianie.

Podczas przerwy miałem okazję zapytać siedzące obok mnie mieszkanki Jarot o wrażenia z koncertu. Panie Joanna i Elżbieta odwiedziły filharmonię po raz pierwszy od wielu lat i nie kryły swojego wzruszenia. Z pewnością będą tu odtąd przychodzić częściej. Zdecydowanie też preferują muzykę Chopina, umiłowanie której zaszczepiono im jeszcze w dzieciństwie. Młodsze o dwa pokolenia Ala i Marcelina z pierwszej klasy LO 1 w Olsztynie także nie żałowały decyzji o odwiedzeniu filharmonii. Obie, w nieco mniej wyszukanych słowach – trudno wszak o to mając dopiero 15 lat – podziwiały wirtuozerię wykonawcy, który „dał coś od siebie, a nie tylko mechanicznie odtworzył utwór”.

W foyer Filharmonii można było też podziwiać zdjęcia i grafiki wykonane przez sześcioro Stypendystów Artystycznych Marszałka. Są to prace naprawdę znakomite, ale ponieważ to nie one były celem piątkowej wizyty w Filharmonii, pozostaje mi tylko zachęcić państwa do ich obejrzenia i na tym tutaj poprzestać.

A teraz wracajmy do muzyki. Przerwa pozwoliła nam na ochłonięcie po chopinowskich wzruszeniach i byliśmy gotowi na wysłuchanie słynnych „Obrazków z wystawy”, tego chyba najpopularniejszego utworu Modesta Musorgskiego. Cykl dziesięciu miniatur fortepianowych powstał w roku 1874, po pośmiertnej wystawie akwarel i rysunków Wiktora Hartmanna – wielkiego przyjaciela kompozytora. Inteligentna interpretacja słynnego dzieła muzycznego, w wykonaniu Tkaczewskiego, skłaniała do myślenia, do głębokiej refleksji nad istotą człowieczego losu.

Na zakończenie chciałbym jeszcze raz wspomnieć o nowiutkim Steinwayu, który wprost olśniewał swoim brzmieniem, wyrazistym i „soczystym”, jak na fortepian z „najwyższej światowej półki” przystało.

To był już koniec programu, ale mistrz Krystian nie dał się długo prosić oklaskami o bisy. Po prostu szybko powrócił na scenę i zagrał jeszcze raz. A potem po raz drugi. I jeszcze po raz trzeci. Widać było, że muzyka to wielka pasja jego życia, a on z radością dzieli się tą pasją z innymi, co słuchacze piątkowego koncertu mogli obserwować z prawdziwą przyjemnością. 

Drogi Mistrzu Krystianie, dziękujemy za tę wielką duchową ucztę.


Łukasz Czarnecki-Pacyński

 

CoGdzieKiedy,
Olsztyn,
Warmińsko-Mazurskie
Polska

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Website: www.cogdziekiedy.olsztyn.pl

O Nas

Portal informacyjny miasta Olsztyna. Znajdziesz tutaj informacje o spektaklach, filmach, koncertach, wystawach i wielu innych wydarzeniach odbywających się w naszym mieście.

W zasadzie nie zajmujemy się polityką, ani codziennymi informacjami skandalizującymi. Jednak czasem możemy zrobic odstępstwo od tej reguły.